Soi rosną skrzydła

015243_600Zainteresowanie rolników uprawą soi jest spore. Gorzej z branżami paszową i olejarską.

Od 10 lat, w Henrykowie nieopodal Środy Wielkopolskiej, Monika i Michał Nowakowie organizują w swoim gospodarstwie imprezę polową, której zakres tematyczny systematycznie wzrasta.

Gdy zaczynali, a było to w 2003 r., goście przyjeżdżali na Święto Cebuli, od 2009 r. na Święto Cebuli i Ziemniaka, a w tym roku gospodarze zaprosili na Święto Cebuli, Ziemniaka i Soi.

To już drugie miejsce w kraju (obok Stacji Oceny Odmian w Głubczycach na Opolszczyźnie), w którym organizowane są spotkania poświęcone tej roślinie.

Miejmy nadzieję, że część poświęcona soi stanie się trwałym elementem imprezy w Henrykowie. Oby tak się stało, bo zainteresowanie rolników uprawą roślin strączkowych rozbudzone rządowym programem „Polskie Białko” nie dotyczy tylko rodzimych gatunków.

Coraz łakomiej zerkają w stronę konwencjonalnych (czyli niemodyfikowanych genetycznie) odmian soi. Na polach w Henrykowie ofertę w tym zakresie zaprezentowali trzej hodowcy.

Soja z Polski i Austrii

Katedra Genetyki i Hodowli Roślin z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zaprezentowała odmianę Augusta, która figuruje w rejestrze COBORU od 2002 r. W ocenie jej autora, odmiana jest bardzo dobrze dostosowana do warunków uprawy w Polsce. Dojrzewa równomiernie w końcu sierpnia lub pierwszym tygodniu września. Wysokość osadzenia najniższych strąków to ok. 10 cm nad ziemią. Strąki po dojrzeniu nie pękają.

Można ją zbierać jednofazowo kombajnem.

Nasiona drobne, żółte, z brązowym znaczkiem. Masa 1000 nasion 135 g. Zawartość białka – ok. 35 proc., tłuszczu – ok. 21 proc. Jest odporna na choroby grzybowe i bakteryjne – nie wymaga ochrony chemicznej. W latach 2006-09 w doświadczeniach COBORU plonowała od 22,7 do 29,5 dt/ha, średnia z czterech lat – 25 dt/ha.

Merlin – austriackiej hodowli Saatbau Linz, scharakteryzowany został jako odmiana wyjątkowo wcześnie dojrzewająca, z dobrą odpornością na wyleganie i o bardzo dużym potencjale plonowania. Zawartość białka to 40 proc., tłuszczu – 17 proc. Wysokość osadzenia najniższych strąków – 14,5cm. Podkreślano też bardzo duży wigor wzrostu początkowego, na co wpływać ma specjalny system inokulacji materiału siewnego bakteriami brodawkowymi Fix Fertig. Szczepionka Rhizobium NPPL HiStick aplikowana jest dokładnie na zarodek ziarna i pozostaje aktywna przez 3 miesiące.

Poważny ukraiński partner

Potęgę swoich możliwości pokazała firma AgroYoumis.

Na poletkach w Henrykowie zaprezentowała 23 odmiany i 26 linii hodowlanych o bardzo różnej wczesności i pokroju, w tym formy o pędach wijących. Wśród nich znalazła się oczywiście najpopularniejsza Annushka (czyt. Annuszka), uprawiana w Polsce już na powierzchni 1,5 ty. ha, a także przewidywaną do wprowadzenia w przyszłym roku odmiana Mavka.

Annushka jest obecna w Wspólnotowym Katalogu Odmian od 2009 r. Aktualnie uprawia się ją w Czechach, Austrii, Białorusi, Litwie i na Ukrainie. W tym ostatnim kraju jest odmianą nr 1 pod względem powierzchni zasiewów – 240 tys. ha.

Hodowcy określają ją jako odmianę wcześnie dojrzewającą – okres wegetacji to ok. 100 dni. Krzewy mają pokrój zwarty pokrój i dorastają do 80-100 cm. Wysokość zawieszenia najniższych strąków – 12 do 15 cm. Nasiona drobne do średnich (masa 1000 nasion to 110-155 g), żółte, ze znaczkiem w tym samym kolorze. Jej wysoka plenność (określana przez hodowców na ponad 4 t/ha) to miedzy innymi efekt tego, że ok. 40 proc. strąków zawiera 4 nasiona. Standardowo jest to 1 do 3 sztuk.

Nie tylko prezentacja szerokiej palety odmian świadczy o bardzo poważnym traktowaniu rynku polskiego przez firmę.

Dowodzą tego także prowadzone w Henrykowie doświadczenia agrotechniczne. Oznacza to, że AgroYoumis zamierza trwale zaistnieć w naszym rolnictwie i odegrać znaczącą rolę w branży nasiennej. Uczestnicy spotkania mogli dokładnie sprawdzić, jak odmiany soi reagują na zróżnicowany termin siewu: III dekada kwietnia – połowa maja. Dużo uwagi poświęcono doborowi szczepionki bakteryjnej do nasion.

Firma sprowadziła je z różnych krajów w łącznej liczbie 10. Zaprezentowano także zupełnie nowy sposób uprawy kukurydzy kiszonkowej.

Powszechnie uważa się, że kiszonka z kukurydzy jest najlepszą paszą objętościową w odniesieniu do pokrycia potrzeb energetycznych bydła. Kiszonka ta jest jednak paszą o niewielkiej wartości białkowej. Można to zmienić, stosując współrzędną uprawę kukurydzy z soją. Z wcześniejszych doświadczeń firmy AgroYoumis wynika, że aby uprawa się udała, należy precyzyjnie dobierać odmiany u obu gatunków.

Należy wybierać wysoko rosnące odmiany soi i średnio wczesne hybrydy kukurydzy. Szczególnie polecanymi odmianami soi są Smuglianka, Antoszka, Atlanta.

Zalecana gęstość siewu kukurydzy wynosi 100 tys. nasion/ha, a soi 200 tys. nasion/ha. Kukurydzę sieje się w normalnym dla tego gatunku terminie, zachowując standardową szerokość międzyrzędzi, czyli 75 cm. Soję sieje się w międzyrzędzia, gdy kukurydza osiągnie wysokość 10-15 cm. Zbiory wykonuje się w fazie mleczno-woskowej dojrzałości z kukurydzy i początku żółknięcia dolnych strąków soi.

czy soja się przyjmie?

Jak ocenić szanse masowej uprawy tego gatunku w naszym kraju? Czy nie jest to pomysł z kategorii pobożnych życzeń?

Soja kojarzy się przecież z inną strefą klimatyczną. W mojej opinii, ryzyko nieudanej introdukcji soi do Polski jest niewielkie, a jej pozytywne aspekty bardzo poważne. Malkontentom przypomnę, że dla kukurydzy też nie widziano w Polsce miejsca, a zadomowiła się doskonale. Cierpliwość hodowców i trud agronomów pracujących nad doskonaleniem agrotechniki przyniosły efekt. Podobną drogę przemierza zbliżająca się w naszą stronę soja.

Historia uprawy soi liczy kilka tysięcy lat. Obok pszenicy, jęczmienia, lnu i soczewicy należała do pięciu świętych roślin założycielskich naszej cywilizacji. Jednak aż do XX w.

nie była masowo uprawiana. Jej uprawa koncentrowała się na Dalekim Wschodzie – w Mandżurii i Japonii. Rozkwit nastąpił w latach II wojnie światowej na terenie USA, które ze względu na wydarzenia nie mogły liczyć na wystarczający import tłuszczy roślinnych. Koniec wojny nie zahamował ekspansji soi. Wręcz przeciwnie, kraje europejskie wobec silnie ograniczonej produkcji zwierzęcej, miały ogromne zapotrzebowanie na tłuszcze roślinne. W kilka lat USA stały się największym producentem i eksporterem nasion soi wykorzystywanych do produkcji oleju i pasz treściwych. Wobec gigantycznego zapotrzebowania rynkowego, funkcjonujące w tym kraju ogromne korporacje rolne, zaczęły rozszerzać uprawę tej rośliny na kraje Ameryki Południowej.

Obecnie soja uprawiana jest na ponad 90 mln ha. Do jej głównych producentów należą: USA (29 mln ha), Brazylia (22 mln ha), Argentyna (15 mln ha), Chiny (9 mln ha) i Indie (8 mln ha). Na kontynencie amerykańskim aż 93-94 proc. powierzchni jej upraw zajmują odmiany GMO. Stamtąd też pochodzi cały – szacowany na 35 mln t, import soi i śruty sojowej do Unii Europejskiej, z czego do Polski trafia ok. 2 mln t.

Tymczasem społeczeństwo europejskie po prostu się boi roślin genetycznie modyfikowanych.

Kto może (lub raczej kogo na to stać), kupuje produkty mięsne niepochodzące ze zwierząt żywionych paszami GMO. Z bezpośrednim spożyciem produktów roślinnych jest jeszcze gorzej.

Obawiamy się tego wszyscy – od polityków po zwykłych zjadaczy chleba. Bardzo poważnym argumentem gospodarczym jest koszt importu soi paszowej. Jej cena stale rośnie, a za nią podążają koszty chowu zwierząt.

Przemysł paszowy i tłuszczowy podchodzi do sprawy z wyczekiwaniem.

Można nawet odnieść wrażenie, że wolałby, aby obecny stan się utrzymał.

Nie dostrzegają korzyści finansowych, a spodziewają się dużych organizacyjnych.

Po co im to?

Same korzyści

Z agronomicznego punktu widzenia rozszerzenie areału uprawy roślin strączkowych z soją na czele miałoby zbawienny wpływ na stan fitosanitarny upraw. W Polsce (podobnie jak i u naszych sąsiadów) płodozmiany są bardzo krótkie, a na polach królują zboża – (kukurydza to też zboże), których uprawa przerywana jest jedynie przez rzepak ozimy. Burak cukrowy i ziemniak zeszły na margines. Skutkuje to nasilonym porażeniem zbóż przez choroby grzybowe i koniecznością prowadzenia coraz bardziej wyrafinowanej, a jednocześnie kosztownej ochrony chemicznej.

Potrzebna jest więc interesująca ekonomicznie roślina, która przy uprawie na masową skalę, mogłaby uzdrowić zaistniałą sytuację.

Soja wydaje się wręcz wymarzonym gatunkiem. Jednocześnie oleista i białkowa.

Obca dla naszej strefy klimatycznej, a więc i relatywnie wolna od szeregu chorób grzybowych i szkodników.

Roślina strączkowa, czyli o silnym oddziaływaniu plonotwórczym na uprawy następcze. W zależności od kompleksu glebowego, sposobu uprawy, ilości opadów itd., może ono sięgać nawet ponad 30 proc. Oddziaływanie następcze odczuwalne jest zarówno bezpośrednio po ich uprawie, jak i w latach następnych. Znowu – jak wszystkie rośliny strączkowe – soja korzystnie wpływa na fizyczne, chemiczne i biologiczne właściwości gleby.

Współżyje z bakteriami brodawkowymi asymilującymi azot atmosferyczny, co oznacza niewielkie zapotrzebowanie na azot mineralny. Mało tego, azot wiązany przez bakterie jest lepiej przyswajalny niż pochodzący z nawozów mineralnych. Strączkowe wiążą ok. 20 proc. więcej azotu, niż pobierają z plonem nasion. Związany w formie połączeń organicznych (np. kwasu asparaginowego), a niewykorzystany przez nie azot pozostaje w glebie i jest wykorzystany przez rośliny następcze. Zwarty porost masy nadziemnej oraz duża powierzchnia liści silnie ocieniają glebę, chroniąc ją zarówno przed nadmiernym przesuszeniem, jak i ubiciem przez deszcze. System korzeniowy soi jest głęboki i silnie rozwinięty, dzięki czemu jest w stanie wynieść na głębokość warstwy ornej znaczną ilość wymytych wcześniej składników mineralnych. Soja to także roślina fitomelioracyjna. Po obumarciu korzeni w glebie pozostają głębokie kanały powietrzne, dzięki którym poprawie ulegają poprawie stosunki wodno-powietrzne. Powstające po intensywnych deszczach zastoiska wodne szybko ustępują, a w głębi profilu glebowego nie dochodzi do powstawania oglejeń wynikających z braku dopływu tlenu.

Z rolniczego punktu widzenia rozsądną alternatywą dla importu oleju i śruty sojowej z odmian GMO wydaje się uprawa konwencjonalnych odmian tego gatunku i pozostałych roślin strączkowych w kraju.